top of page

Pamięci zmarłej Izabelli 

​Pamięć o zmarłej (bez ideologii) 

  1. Wspomnienie konkretnej, pozytywnej sytuacji z nią sprzed czasu choroby.

Pamiętam ten dzień jak przez mgłę, a jednocześnie czuję go tak wyraźnie, jak o niej wspominam . Miałyśmy zwyczaj podejmować najważniejsze decyzje życiowe wspólnie jak zwykle siedziałyśmy u niej w domu   Obok nas leżała ta wielka, ciężka książka z ofertami szkół – nasz „przewodnik po przyszłości”, wyświechtany na rogach od ciągłego przeglądania.​Stres towarzyszący egzaminom był wtedy niemal namacalny.  Miałyśmy w sobie tyle ambicji, tyle ognia. Świat wydawał się stać otworem, pod warunkiem, że dostaniemy się tam, gdzie zaplanowałyśmy. ​Pamiętam ten moment oburzenia – śmiałyśmy się z tego, jak bardzo nie wyobrażałyśmy sobie pójścia do zawodówki. To było dla nas wtedy nie do pomyślenia, wręcz obraźliwe dla naszych aspiracji. Oceniajac innych ludzi Poszły nam egzaminy idealnie bez zbednego wisiłku. ​Kiedy w końcu nadszedł czas składania papierów, wertowałyśmy te strony z wypiekami na twarzach Wybór szkoły był wtedy najważniejszą decyzją, jaką do tej pory podjęłyśmy – pierwszą, która tak mocno dzieliła życie na „przed” i „po”. wiec rozpierała nas duma gdy ujrzałyśmy swoje nazwiska na tablicy obwieszczającej nam informacje ze od września jesteśmy absolwentkami Liceum ogólnokształcącego Rodzicie byli z nas dumni Byłyśmy młode, przekonane o swojej wartości i nieugięte. Izabela, ze swoim spokojnym, ale zdecydowanym podejściem, marzyła o tym  liceum, a ja, zafiksowana na technikum elektronicznym, nie widziałam innej drogi niż ta przez kable, układy i śrubokręty. 

​Czułam wtedy ogromną siłę w tym, że nie jestem w tym sama. Że obok mnie jest ktoś, kto ma podobne plany, kto tak samo nie chce się zadowolić bylejakością i kto – tak jak ja – chce czegoś więcej. Ten obraz: dwie dziewczyny, wspólne marzenia o lepszym starcie i pewność, że razem poradzimy sobie z każdym egzaminem, to jeden z tych momentów, które w mojej głowie są jak wyjęte z innego, beztroskiego życia. Byłyśmy wtedy tak blisko, tak pewne siebie i tak niesamowicie zdeterminowane.

Nasz "kochany tato " 

Byłyśmy jak papużki nie rozłazi miałyśmy podobne prestiże rodzinne. Mój ojciec zaznaczam ojciec ( bo w moim domu panował zwyczaj mówienia do niego ojciec ) miał swoją firmę zajmująca się organizowaniem koncertów a jej tato ( zaznaczam tato ) był fotografem. Obie nasze mamy rozwiodły się z mężami i razem wspólnie jak to młode buntowniczki chodziłyśmy po pieniądze na papierosy i alkohol i inne rzeczy które były nam niezbędne mając 14-16 lat. Oczywiście każdy z ojców niechętnie dzielił sie finansowo mój był mistrzem sknerstwa jej mniejszy. Zwyczajem było zatrudniać nas przy prostych czynnościach koncertowych  Nie lubiłyśmy naszych ojców każda z nas miała z nim złe wspomnienia. Mój przodowała w sknerstwie albo przejrzystości naszych "wizji " Miewał zwyczaje zamiany np nie dawał gotówki tylko kupował lody co było jawną kpiną dla Izabelli bo nie przychodziła do pracy dla lodów tylko dla pieniędzy ! a on zdawał się mówić " Lepiej jeśc lody niż palić papierosy " Czego Iza do dziś dnia nie może mu wybaczyć. Taki został do śmierci. 

Our Clients

bottom of page